Kategorie
selfpublishing

[REFLEKSJE] Są tylko doświadczenia

Czego nauczyłam się, wydając „Agafe”?

Photo by Colin Moldenhauer on Unsplash
  • ocenianie swoich doświadczeń to zgubna droga. Mamy sukcesy, mamy porażki – to jest życie. Po co więc robić z siebie kolejny raz Ofiarę Stulecia? Przecież to nam nic nie daje.
  • rzeczywiście warto wiedzieć, jacy czytelnicy zachwycą się Twoją powieścią. Ale na etapie wydawania i tworzenia reklamy, a nie na etapie pisania. To wszystko jest do sprawdzenia łatwo i przyjemnie, więc nie powinno stanowić większego problemu. A znając już potencjalnych odbiorców…. można dobrać właściwie wszystko inne.
  • w selfpublishingu nie istnieje „za piękne oczy”. Porywasz się na to, to miej na to finanse. I nie ma, że boli. Bo potem czytelnik może się łatwo obrazić. I mówię tu zarówno o zaprzyjaźnionych drukarniach, jak i zaprzyjaźnionych osobach parających się innymi sprawami z książki. PO PROSTU WKŁAD FINANSOWY POZWALA NA REALIZACJĘ CELU. To zdrowa i prawidłowa WYMIANA ENERGETYCZNA.
  • firmy do współpracy dobieraj z polecenia, a nie z przypadku.
  • NIGDY NIE NEGUJ SWOJEGO DZIEŁA, KASUJĄC GO I PRZEKREŚLAJĄC GO RAZ NA ZAWSZE. To coś, czemu poświęciłeś/aś czas. CENNY CZAS. Nieważne, jak wg innych się prezentuje – ważne, że to Twój utwór, Twoje dzieło. I niejednokrotnie bardzo ciężka praca. Szanujesz pracę etatową? No właśnie. Masz odpowiedź.
  • Zbierz i trzymaj wszystkie pliki w kupie. Chodzi o to, by w przypadku „a zrobię sobie to i to” z książką nie wydawać powtórnie pieniędzy na prawie to samo. I nie, nieważne, że krytyka chce Ci urwać jaja.
  • NIE OCENIAJ DOŚWIADCZENIA. To chyba najważniejsza lekcja.
  • Uważaj, z jaką energetyką piszesz tekst, bo przy tekście pełnym cierpiętnictwa możesz się zdziwić xD.
  • Nie musisz od razu rzucać się z motyką na słońce. Chodź małymi kroczkami. W końcu dojdziesz do celu.
  • A w przypadku kryzysu przypominaj sobie: JEBŁO TO JEBŁO, PO CO DRĄŻYĆ TEMAT?
  • Masz fana? Nawet JEDNEGO? Skup się na nim, a nie na krytykach :).

Wiecie, co… jestem już bardzo zmęczona „Agafe”. Chociaż teraz widzę, że pewnie nie udało mi się wypisać wszystkich od niej lekcji, to… (tak, z uporem maniaka będę stosować trzykropki, a kto mi zabroni!!!!111). Chciałabym zacząć coś nowego. Nowy etap. Taki, w którym dzieliłabym się z Wami swoją twórczością i taki, w którym NIE MUSZĘ ŻEBRAĆ O REDAKCJĘ/SKŁAD/DRUK/ITD. Jednocześnie wiem, że gdybym nie wydała Agafe, to za cały Watykan nie odblokowałabym się twórczo. A tak, poszedł piękny, świetlisty anioł… I wiecie co, ten tekst jest terapeutyczny. Podobnie zresztą jak ta cała książka.

I możecie na mnie wieszać psy, ale

AGAFE MI SIĘ PODOBAŁA

i chuj :D.

Serio, bardzo mnie wciągnęła. Była taka lekka. I dużo się działo. I nie obchodziły mnie drobne błędy. Po prostu sama lektura sprawiła mi frajdę, bo to dobra książka była i jest. Hehe, że brak obiektywizmu? Nope, brak obiektywizmu jest wtedy, kiedy czytasz na świeżo tekst. Nie PO PIĘCIU LATACH.

I mam dobrą wiadomość.

WIELBICIELE MOJEGO PRZEKLINANIA BĘDĄ GO MIELI W MOIM NAJNOWSZYM TEKŚCIE! Haha, a kto mi zabr….

(głos w głowie: zaraz, czekaj, TY nie masz fanów przeklinania).

Wszystkiego dobrego i nie oceniajcie swoich doświadczeń! 🙂

Om.