Kategorie
selfpublishing

Kubeł zimnej wody

Jeszcze wczoraj myślałam, że uprawianie sabotażu w tej sprawie jest wybitnie głupie i szkodliwe. I o ile rzeczywiście pierwsze stwierdzenie się broni, o tyle drugie już nie. Kubeł zimnej wody spadł na moją głowę.

Zacznijmy od początku, czyli od niecnego planu podbicia świata książką. Skoro poszłam w selfpublishing, teoretycznie powinnam na powieści zarabiać i to w kwocie milionowej. Jednak już w połowie zeszłego tygodnia zdałam sobie sprawę, że niezupełnie będzie to tak wyglądać.

Kupujesz, bo wiesz o produkcie. A nie czarujmy się – nawet noblowskie dzieło jest produktem, tylko takim, na które nie trzeba łożyć wybitnie dużo dolarów, bo i tak samo będzie się sprzedawać. Tymczasem z „Agafe” jest inaczej. Oprócz mnie i moich bliskich, znajomych nikt nie słyszał o powieści. Dlatego trzeba zrobić szum wokół niej.

I już na tym etapie zdałam sobie sprawę, że więcej będzie inwestycji w reklamę, niż w Karaiby. Innymi słowy, trzeba zadbać o recenzje. Mam takie wrażenie, że na pierwszych stu egzemplarzach nie zarobię, bo wszystko pójdzie ku chwale i uciesze blogerów recenzenckich. Z drugiej jednak strony – kto, jak nie oni, mogą zamieścić recenzje na Lubimy czytać?

Taktyka do zmiany

Już w zeszłym tygodniu zapytałam CER DRUK o możliwość e-booka. Wygląda na to, że taka forma znacznie ułatwi mi dostarczanie egzemplarzy recenzenckich. Co nie znaczy, że zaoszczędzi papier. Raz, że jeszcze wersji elektronicznej nie ma, a dwa, że większość blogerów nadal woli papierowe wydania.

Teraz wygląda po prostu na to, że będę musiała się pogodzić z tym, że czeka mnie dużo rozdawania. I o ile Kraków nie od razu zbudowano, o tyle muszę jeszcze pokonać mój komunikacyjny nieogar.

Pierwsza rzecz, to bez recenzji w prasie lokalnej za wiele nie zyskam. Gazeta Lubuska jest chętna, ale wewnętrzny nieogar ma używanie (opowiem Wam kiedyś), a do tego – wydawałoby się – dochodzi sabotaż.

W piątek myślałam, że jest źle, ponieważ nie mam sił na ogłaszanie się na grupach ze swoją książką. Włączyły się do akcji dwie rzeczy. Sabotaż, przez który nie wstawiłam żadnego ogłoszenia na grupy sprzedażowe. Regulaminy grup fejsbukowych.

Na szczęście rozmowa z mądrymi osobami siedzącymi w branży mnie pocieszyła. Otóż, okazało się, że wstawianie ogłoszeń na grupy sprzedażowe działa w przypadku miodu, ale już nie działa w przypadku książek. To też widać po samym OLX – ogłoszenie sobie leży, ale nikt nie zainteresował się nawet kupnem, no bo… co? Kota w worku chyba nie warto kupować, prawda? Ofertę muszę kierować do osób, dla których powieść jest przeznaczona. Dla książkoholików, kobiet i fanów fantasy. Zawężyć to tak, by była siła przebicia.

A co do regulaminów grup książkowych – większość ma takie, które zabraniają reklamy. I co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Wyciągasz egzemplarz recen…

Kubeł zimnej wody

Wszystkie grafiki pochodzą z unsplash. 🙂

Dobra, koniec smędzenia. Na „Agafe” zarobię jeszcze, bo to świetna powieść. W tej chwili czekam na kilka recenzji i zaraz będę ogarniać swój nieogar komunikacyjny. Jak już napisałam: nie od razu zajęto Mongolię, więc ważne jest to, bym się nie poddawała i dążyła do celu. Wierzę, że pod koniec roku będę mogła powiedzieć: wyrąbiście dużo się nauczyłam i wyrąbiście dużo teraz zarabiam! Ha!

Jeśli chcesz kupić moją książkę, to zapraszam na mejla wolna.rozgwiazda@gmail.com :).